Podłączenie się do domowej sieci bezprzewodowej – w teorii czynność prosta i bezbolesna, a praktyce czasem bywa różnie
Mnie zeszło dobrych kilkanaście minut, a wszystko przez daemona dbus do spółki z NetworkManagerem dostarczanym przez KDE.
Więcej »
Kilka dni temu do naszego studenckiego mieszkania został podłączony Internet. Z racji chwilowego braku routera dostęp do Sieci ma ten, kto pierwszy dopadnie kabel
(chociaż w sumie ja nie mam co narzekać, bo opisywany przeze mnie internet od Play’a nadal spisuje się dobrze). Niestety tylko komputer o adresie MAC zgłoszonym dostawcy może komunikować się ze światem, dlatego też musiałem „podszyć się” pod maszynę mojego współlokatora.
Więcej »
Kilka dni temu po raz kolejny spotkałem się z tym samym problemem. Nie wiem czemu tak się dzieje, ale podczas aktualizacji HAL nadpisuje swoją konfigurację. Efekt jest taki, że próba zamontowania pendrive’a czy też odtwarzacza MP3 kończy się otrzymaniem komunikatu
org.freedesktop.DBus.Error.AccessDenied
Dodatkowo dziwi mnie trochę fakt, że nie dzieje się tak podczas każdej aktualizacji, ale tylko raz na jakiś czas.
Rozwiązaniem problemu jest dodanie do pliku /etc/dbus-1/system.d/hal.conf poniższego fragmentu:
1 2 3 4 5 6 | <policy group="storage"> <allow send_interface="org.freedesktop.Hal.Device.SystemPowerManagement"/> <allow send_interface="org.freedesktop.Hal.Device.LaptopPanel"/> <allow send_interface="org.freedesktop.Hal.Device.Volume"/> <allow send_interface="org.freedesktop.Hal.Device.Volume.Crypto"/> </policy> |
W 1. linii możemy podać zarówno całą grupę, jak i konkretnego użytkownika, np.
1 2 3 | <policy user="michal"> ... </policy> |
W sumie mogę powiedzieć, że ten wpis powstał dla mojej wygody. Przy następnym „zniknięciu” konfiguracji tych kilka niezbędnych linijek będę miał już pod ręką
Jakiś czas temu mój Kingston odmówił współpracy. Tak po prostu przestał się nadawać do użytku. W pewnym momencie zapisywanie na niego danych się zatrzymywało, a sam pendrive był usuwany z systemu. Ponowne zamontowanie, chwila kopiowania, i znów to samo. Na początku problemów doszukiwałem się w moim systemie, bo kilka razy już mnie potrafił zaskoczyć
Ale objawy były podobne także na innych komputerach, pracujących pod kontrolą Windows 7 oraz Ubuntu.
Postanowiłem złożyć reklamację, w końcu gwarancja po to jest, żeby z niej skorzystać. Zaskoczył mnie jednak (i to pozytywnie) sposób jej realizacji. Okazało się, że nie będzie mi potrzebny paragon, którego i tak znalezienie po dwóch latach od zakupu mi się nie udało. 8. lutego zgłosiłem uszkodzenie firmie ULTRAMEDIA, która jest Centrum Serwisowym Kingstona na Polskę, a dwa dni później wysłałem urządzenie listem poleconym.
Minął tydzień – cisza. Minął kolejny – również nic. Ale wreszcie 26. lutego dostałem maila, że pendrive został wymieniony na nowy. Natomiast 4. marca list dotarł domu. W kopercie był fabrycznie zapakowany Kingston, oczywiście dokładnie taki sam model, jak poprzedni.
Tak więc, pomimo awarii i konieczności reklamacji, nadal jestem zadowolony z Kingstona. Sposób reklamowania jest jasny, nie trzeba przedstawiać żadnego dowodu zakupu ani gwarancji. Po prostu – mamy uszkodzony sprzęt, to go zgłaszamy, wysyłamy i tyle. No i termin realizacji nie był najgorszy – odliczając czas, który przesyłki spędziły na poczcie, pewnie wyjdzie mniej więcej 2 tygodnie. Według mnie to całkiem dobry wynik, w każdym razie ja nie narzekam